HOME
Upcoming Events
Past Events
Concert review
Biography
Gallery
Press
CSO
CSO Soloist
Opera Club, Listy

E-MAIL

Celebrity Symphony         Orchestra

82 Neilson Dr. Toronto     Ontario, M9C-1V7                Canada

 Fax.  416-622 1955

 

Concert review

GALOWY WIECZÓR Z JANEM KIEPURA

po koncercie 19 pazdziernika 2002 w Toronto Convocation Hall na UofT

Gdy po pieknej uwerturze do opery „Nabucco" Guseppe Verdiego w wykonaniu Celebrity Symphony Orchestra pod batuta Andrzeja Rozbickiego zgasly swiatla, na scenie pojawil sie Boguslaw Kaczynski, widownia z ciekawoscia i zainteresowaniem przygladala sie znanej i lubianej osobie, od dawna przyblizajacej muzyczne tajniki szerokiemu odbiorcy. Chwila ciszy, pierwsza zapowiedz i silny, matowy, lekko drzacy glos Jana Kiepury przywital publicznosc. Z tasmy poplynela piosenka "Ninon, ach usmiechnij sie". Znana muzyka, znane slowa, znany g los. Bo któz nie zna Jana Kiepury? Jesli nie z rodzinnych opowiesci, to z dawnych filmów, nagran radiowych, plyt szeleszczacych glosem sprzed lat, puszczanych ze starego patefonu. Jan Kiepura to legenda, kojarzaca sie z czasami teatralnych lornetek, wiedenskiego stylu, paryskiej mody, ale i wielkoswiatowej kariery filmu dzwiekowego, Hollywood, ekstazy tlumów, których juz nie ograniczala elitarna scena teatru czy filharmonii. Z potoku slów, z barwnej opowiesci Boguslawa Kaczynskiego zaczal sie powoli wylaniac „chlopak z Sosnowca", mlody, butny, zarozumialy, troche pyszalkowaty, ale z wielkim wdziekiem, urokiem i uroda. „Na wyrazne zyczenie pana Jana Kiepury niniejszym stwierdzam, ze pan Jan, 18-to letni mlodzieniec posiada glos tenorowy wielkiej pieknosci i sily" – napisal Artysta Opery Warszawskiej, profesor Waclaw Brzezinski. Jan wybiegl z mieszkania profesora wypiekami na twarzy i bijacym sercem, nie zwazajac zbytnio na dalszy ciag opinii profesora: „Pan Jan dotad nie umie zupelnie glosem wladac i jesli chce, aby w przyszlosci przeprowadzic mógl wlasciwe i powazne studia, powinien natychmiast poniechac wszelkiego popisywania sięe spiewem, a szczególnie wysokimi tonami." Nie zaniechal popisywania sie, czego dowodem byla partia Jontka w Operze Warszawskiej, która zamknela dla niego na jakiś czas warszawska scene. Boguslaw Kaczynski niezwykle plastycznie przedstawil poczatki kariery mlodego tenora w Operze Wiedenskiej. Dwudziestotrzy letni, niedoswiadczony mlodzieniec przekonany o swoim talencie rozmawia z dyrektorem-dyktatorem, spiewa, dostaje propozycje angazu i zaraz zada najwyzszego honorarium. Zostaje wyrzucony z gabinetu, ale sie tym zbytnio nie przejmuje. W gabinecie zjawia sie primadonna opery wiedenskiej Maria Jeritza i wymaga, by za kilka dni z tym wlasnie mlodziencem zaspiewac w „Tosce". Dyrektor przychodzi do taniego hoteliku, gdzie na zelaznym lózku przeciaga sie leniwie przyszly slawny tenor. Potem nastepuje pierwszy wystep Kiepury w Wiedniu, emocje, tlumy, recenzje. Spiewak w lot chwyta mozliwosci jakie daje popularnosc i odtad nie szczedzi sil, by miec wokól uwielbienie, by byc noszonym na rekach.

Przez caly czas opowiesci przebijala wiara Kiepury we wlasne sily, przekonanie o swojej wielkosci, ale nie wyklucza to wdzieku, optymizmu, radosci zycia, humoru, lekkosci w podejmowaniu decyzji i niefrasobliwości. Boguslaw Kaczynski opowiadal, komentowal opowiesci, nie kryjac sie za scenicznym parawanem, a mimo to ulegalo sie sugestii i utozsamialo osobe opowiadajaca z bohaterem wieczoru. Kiedy w zimny, wilgotny wieczór Jan Kiepura pożyczył od Marty Eggerth pieniądze, po czym przeskakujac zgrabnie przez ogrodzenie kupil wszystkie bukieciki kwiatów od ziębnietej kwiaciarki i wreczyl je oslupialej Marcie z pytaniem czy zostanie jego zona, mialo sie wrazenie, ze i ogrodzenie i kwiaciarka i ulica sa tuz obok, a nie kilkadziesiąt lat temu na innym kontynencie.

Boguslaw Kaczynski to nie jeden czlowiek, tylko cala instytucja. Jest teoretykiem muzyki, krytykiem, pianistąa, pisarzem, gwiazdorem telewizyjnym, ale najwiekszy jego wklad w tworzenie kultury to ogromne przedsiewziecia, opracowane, zaprojektowane i prowadzone tylko przez niego - Festiwal Muzyki w Lancucie i Konkurs Spiewaków Operowych im. Jana Kiepury w Krynicy. Wiele wielkich gwiazd swiatowych scen takich jak Katia Riccarelii, Seta del Grande, Gilda Cruz-Romo, czy legend francuskiej piosenki Juliette Greco, Gilbert Becaud, przyjezdzalo do Polski nie dla pieniedzy, nie dla slawy, bo tego juz nie potrzebowali, ale dla niepowtarzalnej atmosfery festiwalu, tworzonej przez Boguslawa Kaczynskiego. Nie darmo przyznano mu kilkakrotnie nagrode neapolitanska za „propagowanie najszczytniejszych wartosci kultury polskiej na swiecie".

Przygotowac jeden wieczór, który by zadowolil publicznosc o bardzo róznych oczekiwaniach jest jednak bardzo trudno. To nie dziesiec festiwalowych dni podczas, których codziennie odbywa sie kilka koncertów, lecz jeden dzien, a wlasciwie trzy godziny, a na scenie musi sie pojawic wiele odrebnych, choc polaczonych ze soba elementów. Podczas wieczoru z Janem Kiepura poznalismy wiec samego bohatera, zarówno jako czlowieka, pelnego wad i zalet, jak i wielkiego spiewaka. Mozna bylo uslyszec jego glos oraz piosenki z jego repertuaru wykonywane przez artystów scen operowych i operetkowych. Aria „Szumia jodly na gór szczycie" w wykonaniu Ryszarda Wróblewskiego byla dalszym ciagiem opowiesci o ambitnym lecz zarozumialym, mlodym Kiepurze i niefortunnych poczatkach kariery w Operze Warszawskiej. Anegdotyczna historia debiutu w Operze Wiedenskiej bardzo naturalnie zilustrowana zostala aria z „Tosci" Pucciniego „E lucevan le stelle" w wykonaniu Juliusza Ursyna- Niemcewicza. Opera, operetka, przeboje spopularyzowane przez film czy królujace na Brodway'u w czasach, które Kiepura w jakims sensie tworzyl, Warszawa, Paryz, Wieden, Londyn, Nowy Jork, Los Angeles, pojawialy sie kolejno tego wieczoru na scenie. Slynna „Habanera. Milosc jest niesfornym ptakiem" z „Carmen" Bizeta w wykonaniu Marty Abako zabrzmiala kastanietami, zawirowala czerwienia hiszpanskiej sukni, urodziwej, ciemnowlosej, poludniowo-ognistej spiewaczki. Duze emocje na widowni wywolali Ryszard Wróblewski i Marta Abako oraz Marek Kornakowski i Michele Bogdanowicz , dwie pary i dwa skrajne stany ducha we wspanialym kwartecie z „Rigoletto" Verdiego, w którym milosc i smierc polaczona jest w jedna muzyczna calosc. „Una voce" Rossiniego w wykonaniu mlodziutkiej pól Francuski, pól Polki z Toronto o przepieknej barwie glosu i sceniczny talencie, Michele Bogdanowicz zabrzmialo bardzo dojrzale, jak na mlody wiek tej uzdolnionej artystki. „Usta milcza, dusza spiewa" najbardziej popularna arie z „Wesołej Wdówki" Lehara, która przez trzy lata Kiepura z Marta Eggerth grali na Brodway'u, z wielka gracja i wzajemna adoracja równoczesnie zaspiewali Marta Abako i Ryszard Wróblewski oraz Grazyna Brodzinska i Juliusz Ursyn-Niemcewicz.

Operetka ma w sobie klimat starych koronek, kapeluszy z piórami, wachlarzy, pieknych sukien, pełnych przepychu dekoracji, ale tez i lekkosc tanca, zabawna intryge, radosc spiewania. Najbardziej „operetkowa" okazala sie na scenie Grazyna Brodzinska, pelna gracji, wdzięku, uroku, wspaniale, tanecznie poruszająca sie. Cala swoja osobowoscia wprowadzila prawdziwie operetkowy klimat, mimo, ze nie wystepowala na tle scenografii, nie byla bohaterka intrygi czy królowa salonów. Natomiast oszolomila wprost niebywalymi paryskimi sukniami, a szczególnie przepiekna suknia z trenem, przepyszna, bogata, suto marszczona, dopasowana w talii, odkrywajaca ramiona, w lekkim seledynowym odcieniu, mieniaca sie róznorodnymi faldami, a jednoczesnie noszona lekko, choc troche szeleszczaco. Gdy pojawila sie w tej kreacji na scenie najpierw rozleglo sie przeciąagle „ooooch", a potem artystka otrzymala gromkie brawa. Tego wieczoru cala sala zabrzmiala jej urokliwym i zarazliwym smiechem w „Arii ze smiechem" z „Pericholi" Offenbacha. Kazde jej pojawienie to brawa za glos, wdziek i urode. Podczas koncertu scena rozbrzmiewala ciagle znanymi i lubianymi operetkowymi przebojami, czardaszem ognistej Marty Abako z „Hrabiny Maricy" Kalmana, duetem Grazyna Brodzinska i Juliusz Ursyn-Niemcewicz w arii „Co sie dzieje?" z „Ksiezniczki czardasza" Kalmana, no i nie konczacym sie, bisowanym utworem „Wielka slawa to zart" z „Barona Cyganskiego" Straussa w wykonaniu Ryszarda Wróblewskiego, który tak rozbawil publicznosc, ze gdyby znalazl sie w poblizu wolny parkiet zapewne zaczeto by tanczyc walca. Aby dopelnic tla dlugo trwajacej kiepurowskiej epoki, rozbrzmiewajacej na scenach i scenkach powojennego Brodway'u slynnym musicalem „My Fair Lady", ulegajac czarowi nocy, Grazyna Brodzinska zaspiewala „Przetanczyc cala noc".

Niewatpliwym przebojem tego wieczoru stal sie utwór uniesmiertelniony przez Jana Kiepure „Brunetki, blondynki" Roberta Stolza. Wprawdzie ani Palcido Domingo, ani inni wielcy tenorzy, nie chcieli konkurowaćc z Kiepura, ale nasz rodak Juliusz Ursyn-Niemcewicz odwazyl sie zaspiewac ten filmowy przebój i to z duzym sukcesem widocznym w postaci aplauzu publicznosci. Nie przypominal wprawdzie Kiepury z wygladu, drobny, niewysoki, o ruchliwej twarzy chłopca, ale za to spiewal bardzo silnym i glebokim glosem, który wyróznial sie aksamitna barwa jakby byl wyrzezbiony przez wloska szkołe operowa.

Mimo, ze koncert trwal trzy godziny, nie wiadomo kiedy minal. – Czas sie pozegnac – zakomunikowal Boguslaw Kaczynski, a widzac zal publicznosci, dodal, ze jeszcze nie tak zupelnie.

Time To Say Goodbye" przepiekna piesn Sartoriego, z repertuaru Andera Bocciellego, a wykonana przez Grazyne Brodzinska i Juliusza Ursyna-Niemcewicza. wprowadzila bardzo romantyczny nastrój. Na zakończenie znów zaspiewal Jan Kiepura. „O sole mio" E. di Capua zabrzmialo najpierw glosem sprzed lat, a nastepnie do Kiepury dolaczyli kolejno trzej spiewacy laczac sie w finale koncertu z czasem minionej epoki.

Spontaniczna reakcja publicznosci, kontakt z wykonawcami, widoczna radosc z uczestniczenia w muzycznym wieczorze byly nagroda dla wszystkich na prawde wspanialych wykonawców. Po tak udanym koncercie zorganizowanym przez Andrzeja Rozbickiego i dyrygujacego swoja niezwykle zgrana orkiestra oczekujemy nastepnych muzycznych przezyc i kolejnego koncertu tym razem w karnawale, z udzialem slynnego skrzypka Vadima Brodskiego.

Joanna Sokolowska- Gwizdka

 

CAŁE ZYCIE BYLISMY ZAKOCHANI

MARTA EGGERTH – zona Jana Kiepury

16 maja w dniu urodzin Jana Kiepury odbyla sie wielka gala w „THEATER AN DER WIEN" z udzialem Marty Eggerth i Marcela Pravego, wieloletniego sekretarza Jana Kiepury. Obydwoje dla naszego wielkiego spiewaka nauczyli sie jezyka polskiego. - Słluchająac obecnie śspiewu Marty Eggerth i jej wypowiedzi – powiedziałla, uczestnicząaca w tym wydarzeniu Maria Foltyn - pomyslalam sobie, jak wielkim szczesciem zostal obdarzony Kiepura, ze znalazl w swoim zyciu tak wspaniala - zawodowo i prywatnie - partnerke. Marta jest prawdziwa wielka dama. I nie wiem, które z nich trzeba uznac za wiekszego artyste - czy Jana Kiepure, czy Marte Eggerth? Caly ten wzruszajacy wieczór byl wieczorem dwojga starych ludzi - Egghert i Prawy'ego. Oboje poruszaja sie z trudem. Wspierali sie, chodzac po scenie, ów widok sprawial, ze do gardla naplywaly lzy... Kiedy usiedli, poplynely wspomnienia... Sluchano ich z zachwytem. Marta mówi po polsku normalnie, spiewala "Mów do mnie jeszcze, ludzie nas nie slysza...", spiewala pol repertuaru piosenkarskiego swojego meza ("Brunetki, blondynki..." itd.). Klarownosc mowy, klasa, z jaka sie wyraza o swoim zyciu i swym wielkim mezu, swiadcza o niebywalej kulturze wewnetrznej tej kobiety. Wyswietlono film "Czar cyganerii" z 1937 roku. I musze powiedziec, ze w tym filmie byly dwie wielkosci - ona i on. Ona miala wówczas 25 lat, Jan o dziesiec lat wiecej".

Podobno po premierze tego filmu w Berlinie, do garderoby przyszedłl Hermann Göring, zeby zlozyc gratulacje. Kiedy pochylil sie, zeby pania Marte pocalowac w reke, zobaczyl, ze ta ma pomalowane na czerwono paznokcie. - Niemiecka kobieta nie maluje tak rak – powiedziałl. Na to Kiepura: „Ona nie jest zadna niemiecka kobieta. Ona jest moja zona".

Martha Eggerth poznala Jana Kiepure, gdy miala 14 lat. Byla córka znanej spiewaczki i sama juz wystepowala na scenie. Debiutowala w wieku 11 lat w partii Olimpii w Opowiesciach Hoffmana Uwazano ja za cudowne dziecko. W operetkach pisano partie specjalnie dla niej. Pewnego dnia do Budapesztu na goscinne wystepy przyjechal znany juz wówczas mlody tenor, Jan Kiepura. ..."Wiedenska opera prosi o staly engagment (po) 300 dolarów za wystep, dajac mieszkanie w palacu cesarzy Austrii, gdzie mieszkaja najznakomitsi artysci tutejsi" – pisal wówczas Kiepura do rodziny. ..."Londyn przyslal depesze, proszac o wystepy. Mario Puccini, syn kompozytora, jest moim wielkim przyjacielem, razem z naczelnym dyrektorem Ricordiego napisali do Toscaniniego projektujac zaangazowanie mnie do spiewania premiery wznowienia Toski i Manon Pucciniego w La Scali", ..."Pisma pisza , ze ja juz nie jestem drugim Caruso a pierwszym Kiepura". Spiewak byl otoczony wielkim mitem, emanowal z niego wielki urok. Marta zakochala sie w nim od pierwszego wejrzenia. Potem, gdy juz dorosla, przeniosla sie do Wiednia. Byla niezykle utalentowana, odnosila sukcesy zarówno na scenie operowej, jak i w filmie. Na ekranie debiutowala w 1929 roku. Zagrala w kilkunastu filmach muzycznych. Z Janem Kiepura spotkali sie ponownie w Berlinie na planie filmu „Dla Ciebie spiewam" (1934 r.) Film mial trzy wersje jezykowe, niemiecka, angielska, francuska. W wersji niemieckiej i angielskiej wystepowala Marta Eggerth, w wersji francuskiej Danielle Darieux. Wygladalo na to, ze Kiepura byl bardziej zainteresowany aktorka francuska, niz Marta, która na planie filmowym byla pod opieka swojej mamy. Jan Kiepura jednak zwrócil na nia uwage i byl zadowolony (jak potem sie przyznal), ze Marta byla w towarzystwie mamy, a nie innego mezczyzny. Kiepura mial wtedy 32 lata, a Marta 22. Dwa lata pózniej w Polsce, w Katowicach odbyl sie ich slub. W 1938 roku para spiewaków wyemigrowala przez Paryz do Nowego Jorku. W latach 1944-1946 razem spiewali na Broadway'u w "Wesolej wdówce" Lehara. Spektakl odniósl niebywaly sukces, grano go przez 3 lata.


Po zakonczeniu wojny pojawiali sie przed kamera sporadycznie. Po raz ostatni wystapili razem w filmie "Kraina usmiechu" z 1952 roku, wyprodukowanym w Berlinie Zachodnim.

Marta Eggerth byla zawsze przy nim, az do jego naglej smierci w 1966 roku. Wszyscy, którzy pamietaja ich obydwoje twierdza, ze byli wspaniala para zarówno w zyciu, jak i na scenie.

Niedzielne popoludnie 6 pazdziernika 2002. W Nowym Jorku piekna sloneczna pogoda. Telefon.

Czy rozmawiam z Pania Marta Egerth? – Przemily, cieply glos w sluchawce odpowiada

O tak, czekalam na pani telefon.

– Jak pani odbiera te niezwykle uroczyste obchody Roku Jana Kiepury na calym swiecie w Wiedniu, czyli w miejscu z którym byl szczególnie zwiazany, gdzie zaczela sie jego wielka kariera, ale tez i w Los Angeles, Chicago, Toronto, Australi?

- Och, jestem bardzo szczesliwa, to dla mnie duze przezycie. Niestety moglam byc tylko w Wiedniu. Bedzie tez koncert w Nowym Jorku, 2 Novembra, (nie wiem jak to powiedziećc po polsku). Bardzo jestem wdzieczna maestro Rozbickiemu, ze przygotowuje tak uroczysty koncert w Toronto. Bardzo lubie Toronto. Bardzo lubie Kanade.

- A jak ocenia Pani obchody w Polsce?

-Niestety, nie moglam byc w Polsce, ale bylam tam calym sercem. Mój maz byl bardzo zwiazany z Polska. Nigdy nie zapomnial skad pochodzi. Przez cale zycie pomagal, wysylal do kraju pieniąadze. Byl bardzo dobry dla Polaków, bezinteresowny.
"Chlopak z Sosnowca", jak sam o sobie mówil.

- Polacy tez zawsze byli dumni ze swojego rodaka. Pogrzeb Jana Kiepury na Powazkach w Warszawie stal się wielka patriotyczna manifestacja.

- Ciesze sie, ze tak go wszyscy pamietaja.

- Pani jest Wegierka, a tak dobrze mówi Pani po polsku. Czy czuje sie pani tez w jakims stopniu Polka?

- O, tak, on byl Polakiem, wiec ja tez jestem troche Polka. Na poczatku mówilam do mojego meza po angielsku i po niemiecku. A on do mnie tylko po polsku. Ja plakalam, zloscilam sie, mówilam, ze nic nie rozumiem, ze mi trudno. A on mi powiedzial, ze jestem jego zona, wiec musze znac polski.

- My Polacy bardzo odczuwamy Pani polskosc. Dla nas jest Pani nasza rodaczka.

- Ja wiem, ja to czuje. Polak – Wegier, dwa bratanki…..

- I do miecza i do szklanki…..

- Ja znam troche inaczej, ale nie powiem.

- Spotkalam pania na Festiwalu Muzyki w Lancucie. Byl maj, piekna, sloneczna pogoda, a pani miala swój wspanialy wieczór wspomnien w Sali Balowej Lancuckiego Zamku.

- Pani tam byla? Bardzo piekne miejsce, piekny palac.

- Pisalam prace na temat artystycznych dziejów tej magnackiej rezydencji. Zbierajac materialy trafilam na slady wystepów Jana Kiepury na lancuckiej scenie, za czasów ostatniego ordynata Alfreda Potockiego. Brat Alfreda, Jerzy Potocki byl przez szereg lat ambasadorem Polski w USA. Jego zona, Peruwianka, tez dla niego nauczyla sie jezyka polskiego.

-Och tak, znalismy ich. Mój maz wiele razy wystepowal w ambasadzie.

- Jak Pani wspomina swojego meża?

- Byl najlepszy na swiecie. Cale zycie bylismy zakochani. Byl czuly, troskliwy, nie bylo lepszego meza, ani czlowieka. Cale moje zycie, to wlasnie mój maz. Teraz młodziez tak szybko tyle nie osiaga. On mial 24 lata i juz gral glówna role w "Turandocie". Ale wszystko sie zmienia, wszystko sie zmienilo.

- Panstwa syn tez jest artysta, tylko ze pianista.

- Marianowi, który niedawno nagral plyte z utworami Chopina, zaproponowali wystep. Ale on jest taki skromny. Nie zgodzil sie. Musze przyznac, ze mam najlepsze dzieci na swiecie.

- Jakie sa Pani plany?

- Pisze ksiazke o moim mezu. Mam ponad 5 tys. fotografii i bardzo duzo materialu, wspomnien. Duzo podrózowalismy, wystepowalismy na calym swiecie. Czym czlowiek starszy, powienien miec wiecej rzeczy do zrobienia.

- Czy byl w Pani zyciu moment szczególnie wazny, który Pani wyjatkowo wspomina?

- Nic takiego szczególnego w tej chwili nie przychodzi mi do glowy. bylo tyle rzeczy. Bylismy bardzo romntyczna para od poczatku do konca. Jedno co moge powiedziec o moim zyciu, ze bylo w nim bardzo duzo radosci, bardzo duzo smiechu, ale tez i bardzo duzo lez.

- Bardzo Pani dziekuje za rozmowe i zycze w dalszym ciagu takiej wielkiej pogody ducha, radosci zycia i zrealizowania wszystkich planów.

Joanna Sokolowska-Gwizdka

O ZYCIU, PRACY, OPTYMIZMIE I JANIE KIEPURZE

rozmowa z Bogusławem Kaczyńskim przed koncertem Kiepura-Gala

Joanna Sokolowska-Gwizdka - Jest Pan twórca Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy. Jak w tym roku uczestnicy Festiwalu mogli odczuc zarówno obecnosc samego spiewaka, jak i wyjatkowosc tegorocznej imprezy?

Boguslaw Kaczynski

Kulminacja tegorocznego festiwalu byl galowy koncert otwierajacy. Przygotowywalismy sie do niego bardzo staranie. Wielka gala kiepurowska nosila tytul "Tu, gdzie spiewal Jan Kiepura". Koncert odbywal sie na deptaku, na tle tej cudownej XIX-to i XX-to wiecznej krynickiej architektury, w miejscu gdzie sam mistrz podziwiany i otaczany orzez tłlumy śspiewałl podczas swoich licznych pobytów w Krynicy. Sukces przeszedłl nasze oczekiwanie, gdyżz pojawiłlo sięe 16 tys osób, przepięekny program poderwałl publicznośsćc, a bisom nie byłlo końnca.

JSG- Czy główne obchody Roku Kiepury odbyły się w Wiedniu, czy w Polsce ?

BK- Główne obchody kiepurowskie odbyły się w Polsce. W Wiedniu miała miejsce skromna akademia, w której uczestniczyła Marta Eggerth i Marcel Prawy, sekretarz Jana Kiepury. Był to tylko wieczór wspomnień. Natomiast w Polsce uroczystości mialy wymiar wręcz narodowy. Odsłonięcie pomnika w Sosnowcu było wielką manifestacją, w której uczestniczyło 30 tys. osób. Potem w czerwcu odbyła się wielka gala w Warszawie koło hotelu Bristol, przed słynnym balkonem, z którego śspiewał Jan Kiepura. Oblicza sięe, że przybyło tam 20-25 tys. ludzi. Później miała miejsce gala w Krynicy. Następnie seria nie kończących się występów w różnych miastach. Kilka dni temu w ostatni piątek mieliśmy galę poświęconą Kiepurze w Rzeszowie. Dla mnie to było wzruszająace, bo powróciłem tam po 12 latach. W hali koło Filharmonii zgromadziło sie 4 tys. ludzi. A następnego dnia znów Warszawa, Sala Kongresowa i kolejna gala pt. „Neapol miasto śspiewu" (od tytułu pierwszego filmu Jana Kiepury) itd. Tak więc w Polsce ilość imprez kiepurowskich jest ogromna.

JSG- Skąd się bierze fenomen popularności Jana Kiepury, tyle lat po jego śmierci?

BK- Dla nas Jan Kiepura jest bohaterem narodowym, jest legendąa. Każdy miał babcię czy dziadka którzy opowiadali nam o nim od dzieciństwa. Oni go oklaskiwali, oni go widzieli. Nasi rodzice nie widzieli, ale wzrastali w atmosferze kultu Kiepury. My wiemy i przekazujemy to następnym pokoleniom. Sąa utwory unieśmiertelnione przez Jana Kiepurę np. „Brunetki, blondynki" Roberta Stolza. Pytałem się Domingo, Pavarottiego i Carrerasa - dlaczego nie włąaczycie do repertuaru „brunetki, blondynki", przecież jest to szlagier dla tenorów? A oni mi odpowiedzieli – Nie, nie, to należy do Jana Kiepury i my nie chcemy, żeby powiedziano, pięknie śpiewacie, ale to nie Jan Kiepura. Dużo w tym racji. Jan Kiepura miał coś niepowtarzalnego w swoim talencie, co nie często się zdarza wśród śpiewaków. Ktoś zaśpiewa trzy dźzwięki i od razu wiadomo – Kiepura, czy Callas.

Ja jeżdżę z monodramem „Jan Kiepura - Marta Eggerth", grałem go już 1018 razy. Jest to zarówno wzruszająca, jak i zabawna opowieść o Janie Kiepurze. Ludzie i płaczą i śmieją się, jak w kabarecie. Podczas spektaklu z taśmy leci głos Jana Kiepury. Ktoś mi kiedyś powiedział - możz by śpiewak z panem jeździł. A ja na to, że nie ma takiego śpiewaka, Kiepura był jeden. Moja opowieść ma sens, jeśli za chwilę usłyszymy jego samego.

JSG- Czy podczas sobotniego koncertu w Toronto, też będzie obecny Jan Kiepura w opowieści i wzruszajacej i zabawnej, jak w Pana monodramie?

BK- On jest bohaterem gali, więc będzie obecny na tym koncercie. Chcę pokazać jego drogę życiową, pokręconą, zawiłlą, którą pokonywał w szlachetny sposób, z wiarą oraz wrodzonym uśmiechem, słońcem i optymizmem. Ja pod tym względem trochę się z nim utożsamiam, bo mam podobne cechy charakteru. Jestem chorobliwym optymistąa, nawet w sytuacji bez wyjścia.

JSG- Jaki program zaplanowal Pan na torontońnskąa Kiepura-Galęe?

BK- Bedzie to glównie program popularny, arie operowe i operetkowe. Niektóre utwory sa z repertuaru Kiepury, inne z jego epoki, jego czasu, bedace w pewnym klimacie czy stylistyce okresu. Ulożenie programu to duza trudnosc, z która musze sie zmierzyc, musze ustalic granice, której nie moge przekroczyc. Dotyczy to równiez samego prowadzenia koncertu. Ja chcialbym wciagnać jak najszersze grono ludzi. Na sali siedza zarówno ci, którzy niewiele wiedza na temat tego rodzaju kultury i tego rodzaju muzyki, jak i ci, którzy sa znawcami przedmiotu. Musze wiec tak mówic, zeby zainteresowac jednych i nie znudzic drugich.

JSG- Ale to musi być wspaniale uczucie dostac nagrodę w postaci owacji od bardzo zróznicowanej widowni?

BK- Tak, na pewno. Sw. Cecylia, patronka sztuki byla dla mnie niezwykle laskawa i to moje poswiecenie, ofiarowanie calego mojego zycia swojej pracy i sztuce potrafila nagrodzic. Odczuwam to na kazdym kroku. Kiedy staje przed tlumem 15, 20 tys. osób i czuje entuzjazm widowni i prad elektryczny, który plynie w obydwie strony, to gdy schodze z estrady, to... cóz ja moge chciec więcej? Moge tylko jeszcze kochac kwiaty, kochac ludzi.

JSG- Czuje sie wiec Pan spelnionym czlowiekiem, robi Pan to, co daje Panu najwieksza satsfakcje?

BK- Moje zycie to jest praca, praca, praca bez wytchnienia. Mówiac to, nie zale sie, bo kocham prace. Wynioslem to z domu rodzinnego, w którym wszyscy przedstawiciele byli spadkobiercami tej pozytywistycznej idei szacunku do pracy i kultu pracy. Ja jednak chyba jestem wyzszym etapem, bo jestem juz pracoholikiem. I to nie jest dobra cecha, bo to jest przekroczenie pewnej bariery, to jest skrzywienie zycia. Zycie sklada sie z wielu bardzo pieknych epizodow. Jesli tych epizodów jest kilka i kazdy z nich jest zamknieta caloscia, majaca sens, smak, kolor, to wtedy zycie jest piekne. A jesli zamiast epizodów cos sie rozrasta i to cos wyzera wszystko wokól to trzeba sie nad tym zastanowic. To co sie stalo rok temu 11 wrzesnia w Nowym Jorku, bylo w moim zyciu wielkim wstrzasem. To tragiczne wydarzenie odebralem jako atak na mój swiat, na moje idealy. Ktos zaatakowal cala nasza cywilizacje, nasz spokój niezbedny do zycia. Swiat juz nie bedzie taki, jaki byl przedtem. Ale jako chorobliwy optymista mówie dalej: usmiechajmy sie, cieszmy sie, jest pieknie, wokól sa zlote liscie, w Kanadzie sa czerwone liscie, jesien jest taka piekna, muzyka jest piekna, w sobote bedzie piekna sala koncertowa, przyjda tlumy ludzi, bedziemy razem cieszyli sie pieknem muzyki, pieknem sztuki, by latwiej przetrwac te trudne chwile, chwile zawirowania, jakie przezywa nasza cywilizacja i kazdy z nas z osobna.

JSG Po tak optymistycznym akcencie nie mozna juz nic dodac. Dziekuje zatem Panu za rozmowe i mam nadzieje, ze sobotni koncert bedzie w Toronto przyjety owacyjnie.

Joanna Sokołlowska-Gwizdka

 

 

Dzien Dobry!

 

    Szanowny panie Rozbicki jako nauczycielka polskiej szkly sredniej w imieniu uczniow i Choru Stokrotki chcialam bardzo Panu podziekowac za zaproszenie nas na ten wspanialy koncert "Viva Carnival".  Wrocilismy z tego koncetu ze wspanialymi wrazeniami, a mlodziez byla zachwycona wystepami. Bardzo podobalo im sie przedstawienie instrumentow muzycznych. Mi osobiscie najwieksza radosc sprawila grupka dziewczat z mojej szkoly ktora po koncercie przyszla do mnie i powiedziala: "bardzo nam sie podobalo dziekujemy pani ze nas pani namowila na ten koncert", jest to chyba najmilsze podziekowanie jakiego moglibysmy sie spodziewac. Jeszcze raz serdecznie dziekuje i zycze sukcesow zawodowych.

 Z powazaniem Monika Karpinska

 

Panie Andrzeju!

Wielkie gratulacje!!!

Przede wszystkim bardzo dziekuje w imieniu wlasnym, ale i tez wszystkich, ktorych wraz z Siostra Dolores tam zawiozlam. Dziekuje tez za bardzo dobre miejsca. Wyobrazam sobie, ze atmosfera narastala jeszcze bardziej podczas wieczornego koncertu i ze owacjom nie bylo konca. Obie - Siostra i ja chcialysmy zlozyc Panu gratulacje osobiscie, ale nie bardzo bylo jak. Ta droga wiec raz jeszcze GRATULUJE!!!

 Ewa K.

 

Szanowny Panie Andrzeju!

Serdecznie dziekuje za zaproszenie na Koncert Viva Carnival. Byl to wspanialy wieczor i wszyscy byli zauroczeni wystepem sextetu z Poznania, no i oczywiscie orkiestra pod Pana batuta. Gratulujemy i zyczymy  Panu dalszych sukcesow. Kompozycja I.Garcii byla bardzo dobra. Tylko dzieki Panu staraniom, mobilizacji, zyczliwosci i uprzejmosci moglismy uczestniczyc w tej pieknej imprezie kulturalnej.

W imieniu grupy z Peterborough i Oshawy jeszcze raz bardzo, bardzo dziekuje.

Lacze pozdrowienia i wyrazy szacunku

s.Dolores

 

W imieniu  Zarzadu Glownego Zwiazku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie uprzejmie dziekuje za umozliwienie mlodziezy szkol polonijnych uczestniczenia w pieknym koncercie "VIVA CARNIVAL" w dniu 31 stycznia br.   Znizkowa cena biletow oraz ulatwienie w dojezdzie z dalszych miejscowosci byly pieknym gestem i dowodem troski o rozwoj kulturalny naszej polonijnej mlodziezy. Koncert byl wspanialy i zapewne stal sie wielkim przezyciem dla mlodych sluchaczy.

Gratuluje sukcesu i zycze kolejnych zachwycajacych koncertow.

 Dziekuje serdecznie.

 Lacze wyrazy szacunku

 Maria Walicka

Prezes ZNPwK

 

Drogi Panie Andrzeju !

Jeszcze raz bardzo dziękuję Panu i wszystkim najbliższym, którzy tak wspaniale i ciepło przyjęliście nas w Toronto.

Jesteśmy już w Polsce, za moment kolejne nasze koncerty w różnych miejscach na świecie ale pamięć o pobycie u Pańnstwa w Toronto pozostawiamy w naszych sercach.

Gorąco i serdecznie pozdrawiam

Leszek Marciniak.