GALOWY WIECZÓR Z JANEM KIEPURA
po koncercie 19 pazdziernika 2002 w Toronto Convocation Hall na UofT
Gdy po pieknej uwerturze do opery „Nabucco” Guseppe Verdiego w wykonaniu Celebrity Symphony Orchestra pod batuta Andrzeja Rozbickiego zgasly swiatla, na scenie pojawil sie Boguslaw Kaczynski, widownia z ciekawoscia i zainteresowaniem przygladala sie znanej i lubianej osobie, od dawna przyblizajacej muzyczne tajniki szerokiemu odbiorcy. Chwila ciszy, pierwsza zapowiedz i silny, matowy, lekko drzacy glos Jana Kiepury przywital publicznosc. Z tasmy poplynela piosenka “Ninon, ach usmiechnij sie”. Znana muzyka, znane slowa, znany g los. Bo któz nie zna Jana Kiepury? Jesli nie z rodzinnych opowiesci, to z dawnych filmów, nagran radiowych, plyt szeleszczacych glosem sprzed lat, puszczanych ze starego patefonu. Jan Kiepura to legenda, kojarzaca sie z czasami teatralnych lornetek, wiedenskiego stylu, paryskiej mody, ale i wielkoswiatowej kariery filmu dzwiekowego, Hollywood, ekstazy tlumów, których juz nie ograniczala elitarna scena teatru czy filharmonii. Z potoku slów, z barwnej opowiesci Boguslawa Kaczynskiego zaczal sie powoli wylaniac „chlopak z Sosnowca”, mlody, butny, zarozumialy, troche pyszalkowaty, ale z wielkim wdziekiem, urokiem i uroda. „Na wyrazne zyczenie pana Jana Kiepury niniejszym stwierdzam, ze pan Jan, 18-to letni mlodzieniec posiada glos tenorowy wielkiej pieknosci i sily” – napisal Artysta Opery Warszawskiej, profesor Waclaw Brzezinski. Jan wybiegl z mieszkania profesora wypiekami na twarzy i bijacym sercem, nie zwazajac zbytnio na dalszy ciag opinii profesora: „Pan Jan dotad nie umie zupelnie glosem wladac i jesli chce, aby w przyszlosci przeprowadzic mógl wlasciwe i powazne studia, powinien natychmiast poniechac wszelkiego popisywania sięeee spiewem, a szczególnie wysokimi tonami.” Nie zaniechal popisywania sie, czego dowodem byla partia Jontka w Operze Warszawskiej, która zamknela dla niego na jakiśss czas warszawska scene. Boguslaw Kaczynski niezwykle plastycznie przedstawil poczatki kariery mlodego tenora w Operze Wiedenskiej. Dwudziestotrzy letni, niedoswiadczony mlodzieniec przekonany o swoim talencie rozmawia z dyrektorem-dyktatorem, spiewa, dostaje propozycje angazu i zaraz zada najwyzszego honorarium. Zostaje wyrzucony z gabinetu, ale sie tym zbytnio nie przejmuje. W gabinecie zjawia sie primadonna opery wiedenskiej Maria Jeritza i wymaga, by za kilka dni z tym wlasnie mlodziencem zaspiewac w „Tosce”. Dyrektor przychodzi do taniego hoteliku, gdzie na zelaznym lózku przeciaga sie leniwie przyszly slawny tenor. Potem nastepuje pierwszy wystep Kiepury w Wiedniu, emocje, tlumy, recenzje. Spiewak w lot chwyta mozliwosci jakie daje popularnosc i odtad nie szczedzi sil, by miec wokól uwielbienie, by byc noszonym na rekach.
Przez caly czas opowiesci przebijala wiara Kiepury we wlasne sily, przekonanie o swojej wielkosci, ale nie wyklucza to wdzieku, optymizmu, radosci zycia, humoru, lekkosci w podejmowaniu decyzji i niefrasobliwośsssci. Boguslaw Kaczynski opowiadal, komentowal opowiesci, nie kryjac sie za scenicznym parawanem, a mimo to ulegalo sie sugestii i utozsamialo osobe opowiadajaca z bohaterem wieczoru. Kiedy w zimny, wilgotny wieczór Jan Kiepura pożyczyl od Marty Eggerth pieniądze, po czym przeskakujac zgrabnie przez ogrodzenie kupil wszystkie bukieciki kwiatów od ziębnietej kwiaciarki i wreczyl je oslupialej Marcie z pytaniem czy zostanie jego zona, mialo sie wrazenie, ze i ogrodzenie i kwiaciarka i ulica sa tuz obok, a nie kilkadziesiąt lat temu na innym kontynencie.
Boguslaw Kaczynski to nie jeden czlowiek, tylko cala instytucja. Jest teoretykiem muzyki, krytykiem, pianistąaaa, pisarzem, gwiazdorem telewizyjnym, ale najwiekszy jego wklad w tworzenie kultury to ogromne przedsiewziecia, opracowane, zaprojektowane i prowadzone tylko przez niego – Festiwal Muzyki w Lancucie i Konkurs Spiewaków Operowych im. Jana Kiepury w Krynicy. Wiele wielkich gwiazd swiatowych scen takich jak Katia Riccarelii, Seta del Grande, Gilda Cruz-Romo, czy legend francuskiej piosenki Juliette Greco, Gilbert Becaud, przyjezdzalo do Polski nie dla pieniedzy, nie dla slawy, bo tego juz nie potrzebowali, ale dla niepowtarzalnej atmosfery festiwalu, tworzonej przez Boguslawa Kaczynskiego. Nie darmo przyznano mu kilkakrotnie nagrode neapolitanska za „propagowanie najszczytniejszych wartosci kultury polskiej na swiecie”.
Przygotowac jeden wieczór, który by zadowolil publicznosc o bardzo róznych oczekiwaniach jest jednak bardzo trudno. To nie dziesiec festiwalowych dni podczas, których codziennie odbywa sie kilka koncertów, lecz jeden dzien, a wlasciwie trzy godziny, a na scenie musi sie pojawic wiele odrebnych, choc polaczonych ze soba elementów. Podczas wieczoru z Janem Kiepura poznalismy wiec samego bohatera, zarówno jako czlowieka, pelnego wad i zalet, jak i wielkiego spiewaka. Mozna bylo uslyszec jego glos oraz piosenki z jego repertuaru wykonywane przez artystów scen operowych i operetkowych. Aria „Szumia jodly na gór szczycie” w wykonaniu Ryszarda Wróblewskiego byla dalszym ciagiem opowiesci o ambitnym lecz zarozumialym, mlodym Kiepurze i niefortunnych poczatkach kariery w Operze Warszawskiej. Anegdotyczna historia debiutu w Operze Wiedenskiej bardzo naturalnie zilustrowana zostala aria z „Tosci” Pucciniego „E lucevan le stelle” w wykonaniu Juliusza Ursyna- Niemcewicza. Opera, operetka, przeboje spopularyzowane przez film czy królujace na Brodway’u w czasach, które Kiepura w jakims sensie tworzyl, Warszawa, Paryz, Wieden, Londyn, Nowy Jork, Los Angeles, pojawialy sie kolejno tego wieczoru na scenie. Slynna „Habanera. Milosc jest niesfornym ptakiem” z „Carmen” Bizeta w wykonaniu Marty Abako zabrzmiala kastanietami, zawirowala czerwienia hiszpanskiej sukni, urodziwej, ciemnowlosej, poludniowo-ognistej spiewaczki. Duze emocje na widowni wywolali Ryszard Wróblewski i Marta Abako oraz Marek Kornakowski i Michele Bogdanowicz , dwie pary i dwa skrajne stany ducha we wspanialym kwartecie z „Rigoletto” Verdiego, w którym milosc i smierc polaczona jest w jedna muzyczna calosc. „Una voce” Rossiniego w wykonaniu mlodziutkiej pól Francuski, pól Polki z Toronto o przepieknej barwie glosu i sceniczny talencie, Michele Bogdanowicz zabrzmialo bardzo dojrzale, jak na mlody wiek tej uzdolnionej artystki. „Usta milcza, dusza spiewa” najbardziej popularna arie z „Wesołllej Wdówki” Lehara, która przez trzy lata Kiepura z Marta Eggerth grali na Brodway’u, z wielka gracja i wzajemna adoracja równoczesnie zaspiewali Marta Abako i Ryszard Wróblewski oraz Grazyna Brodzinska i Juliusz Ursyn-Niemcewicz.
Operetka ma w sobie klimat starych koronek, kapeluszy z piórami, wachlarzy, pieknych sukien, pełnych przepychu dekoracji, ale tez i lekkosc tanca, zabawna intryge, radosc spiewania. Najbardziej „operetkowa” okazala sie na scenie Grazyna Brodzinska, pelna gracji, wdzięku, uroku, wspaniale, tanecznie poruszająca sie. Cala swoja osobowoscia wprowadzila prawdziwie operetkowy klimat, mimo, ze nie wystepowala na tle scenografii, nie byla bohaterka intrygi czy królowa salonów. Natomiast oszolomila wprost niebywalymi paryskimi sukniami, a szczególnie przepiekna suknia z trenem, przepyszna, bogata, suto marszczona, dopasowana w talii, odkrywajaca ramiona, w lekkim seledynowym odcieniu, mieniaca sie róznorodnymi faldami, a jednoczesnie noszona lekko, choc troche szeleszczaco. Gdy pojawila sie w tej kreacji na scenie najpierw rozleglo sie przeciągle „ooooch”, a potem artystka otrzymala gromkie brawa. Tego wieczoru cala sala zabrzmiala jej urokliwym i zarazliwym smiechem w „Arii ze smiechem” z „Pericholi” Offenbacha. Kazde jej pojawienie to brawa za glos, wdziek i urode. Podczas koncertu scena rozbrzmiewala ciagle znanymi i lubianymi operetkowymi przebojami, czardaszem ognistej Marty Abako z „Hrabiny Maricy” Kalmana, duetem Grazyna Brodzinska i Juliusz Ursyn-Niemcewicz w arii „Co sie dzieje?” z „Ksiezniczki czardasza” Kalmana, no i nie konczacym sie, bisowanym utworem „Wielka slawa to zart” z „Barona Cyganskiego” Straussa w wykonaniu Ryszarda Wróblewskiego, który tak rozbawil publicznosc, ze gdyby znalazl sie w poblizu wolny parkiet zapewne zaczeto by tanczyc walca. Aby dopelnic tla dlugo trwajacej kiepurowskiej epoki, rozbrzmiewajacej na scenach i scenkach powojennego Brodway’u slynnym musicalem „My Fair Lady”, ulegajac czarowi nocy, Grazyna Brodzinska zaspiewala „Przetanczyc cala noc”.
Niewatpliwym przebojem tego wieczoru stal sie utwór uniesmiertelniony przez Jana Kiepure „Brunetki, blondynki” Roberta Stolza. Wprawdzie ani Palcido Domingo, ani inni wielcy tenorzy, nie chcieli konkurowaćccc z Kiepura, ale nasz rodak Juliusz Ursyn-Niemcewicz odwazyl sie zaspiewac ten filmowy przebój i to z duzym sukcesem widocznym w postaci aplauzu publicznosci. Nie przypominal wprawdzie Kiepury z wygladu, drobny, niewysoki, o ruchliwej twarzy chłopca, ale za to spiewal bardzo silnym i glebokim glosem, który wyróznial sie aksamitna barwa jakby byl wyrzezbiony przez wloska szkołe operowa.
Mimo, ze koncert trwal trzy godziny, nie wiadomo kiedy minal. – Czas sie pozegnac – zakomunikowal Boguslaw Kaczynski, a widzac zal publicznosci, dodal, ze jeszcze nie tak zupelnie.
„Time To Say Goodbye” przepiekna piesn Sartoriego, z repertuaru Andera Bocciellego, a wykonana przez Grazyne Brodzinska i Juliusza Ursyna-Niemcewicza. wprowadzila bardzo romantyczny nastrój. Na zakończenie znów zaspiewal Jan Kiepura. „O sole mio” E. di Capua zabrzmialo najpierw glosem sprzed lat, a nastepnie do Kiepury dolaczyli kolejno trzej spiewacy laczac sie w finale koncertu z czasem minionej epoki.
Spontaniczna reakcja publicznosci, kontakt z wykonawcami, widoczna radosc z uczestniczenia w muzycznym wieczorze byly nagroda dla wszystkich na prawde wspanialych wykonawców. Po tak udanym koncercie zorganizowanym przez Andrzeja Rozbickiego i dyrygujacego swoja niezwykle zgrana orkiestra oczekujemy nastepnych muzycznych przezyc i kolejnego koncertu tym razem w karnawale, z udzialem slynnego skrzypka Vadima Brodskiego.
Joanna Sokolowska- Gwizdka